Ja & Takeshi                      Na imię mam Tomasz (Tom). Lat 51.

….. Moja historia może wydać się wam banalna, ale dla mnie –  nad wyraz ważna i wyjątkowa.
Dlatego chcę podzielić się nią z Wami. Jeżeli poświęcicie chwilę, by to przeczytać, utwierdzicie mnie w przekonaniu, że było warto, a to, co planuję – ważne ,nie tylko dla mnie. Może Was zainteresuje, skłoni do refleksji, co w życiu naprawdę się liczy?...

Zacznę od roku 2008. Były to dla mnie ciężki okres – pod każdym względem. Różne sytuacje życiowe waliły sie lawinowo: lojalność, przyjaźń, szczera przyjaźń, wtedy to tylko puste frazesy. Czułem pustkę jakąś w koło siebie. Postanowiłem poszukać jakiejś formy wypełnienia . Spontanicznie, nie wiadomo skąd i dlaczego wpadła mi do głowy myśl: „pies”. Myśl ta na dobre zagnieździła sie w moje głowie, bo nie mogłem przestać o tym myśleć.
….Siedzę i myślę: No dobra. Pies. W zasadzie mało potrzebujący, niekłopotliwy, ale… Ale to istota czująca, wrażliwa, a w związku z tym  wymagająca troski, zaangażowania i miłości.
Specyfika mojej pracy wiąże się z częstymi wyjazdami, więc zacząłem rozmyślać, czy uda mi się to pogodzić, czy nie skrzywdzę, czy będę potrafił być tak elastyczny, aby zmienić swoje dotychczasowe życie.
I najważniejsze: czy obdarzę GO tym, co w relacji najistotniejsze – miłością i zaufaniem.
Stwierdziłem, że to właściwa decyzja. Przełom. I zrobię wszystko, aby go uszczęśliwić…I kolejna myśl: „Jaki będzie ten ON. No i jaka rasa..”
Była to ważna decyzja dla mnie. Analizowałem wszystkie za i przeciw. Przeglądałem zdjęcia, czytałem, szukałem…Wreszcie jest – piękny, dostojny, mądry. I bardzo odmienny. Taki mój.
Z perspektywy czasu stwierdzam, że to było przeznaczenie. Od razu wiedziałem, że to ON i że pasuje do mnie. No i jest dla mnie wyzwaniem.
Znalazłem GO w Bełchatowie. Zebrałem potrzebną kwotę i wyruszyłem z bijącym z emocji sercem i nutką niepewności – czy jestem odpowiednią osobą dla tej rasy. Nie wierzyłem jeszcze, że to ma się stać już. Teraz. On i ja.
Gdy dojechałem na miejsce, zobaczyłem dwa małe szczeniaczki – wesołe, merdające małymi ogonkami. Zakiełkowała nowa myśl, nowy dylemat: Który będzie mój? Czym się kierować przy wyborze?
Osobiście w życiu kieruję się sercem. Jestem człowiekiem uduchowionym, wierzę w moc, o jakiej mówił  Joda.:))) W moc, która tkwi w nas. Więc pierwsza myśl: „Moc i przeznaczenie”. Usiadłem w pobliżu i zacząłem je obserwować. Myśl przewodnia: Ten, który pierwszy wykaże zainteresowanie moją osobą, podejdzie, poliże rękę, będzie mój. „Moc i przeznaczenie,”……
Słuchajcie, właściwie od razu, gdy się pojawiłem, podbiegła do mnie suczka. Drugi szczeniak, piesek, najwyraźniej w świecie miał mnie w gdzieś, pamiętacie scenę z filmu „Avatar” jak Jake miał wybrać swojego Ikrana?, to było podobnie, tylko tu akurat szczeniak nie chciał mnie zabić:)

Suczka delikatnie powąchała mnie i pobiegła do brata. Nie wiem, co mu „powiedziała”, ale on w te pędy, aczkolwiek z lekkim dystansem i dostojnie przytruchtał do mnie,  powąchał i polizał. I… stało się coś niesamowitego. Połączenie? Prawo natury? Przyciąganie? Niesamowite uczucie: to TEN.
Wiem, że Wszechświat kieruje nami. Na niektóre sprawy nie mamy żadnego wpływu, MOŻE NAM SIĘ TO JEDYNIE WYDAWAĆ .Jeżeli coś ma się wydarzyć, po prostu tak  się zadzieje. Tak właśnie poznałem Takeshi  – psa rasy Shiba inu. „Moc i przeznaczenie”.  Moja miłość siedziała i merdała  ogonem, mówiąc oczami…”no,jak już Cie wybrałem to chodźmy stąd „:))).

Pies całkowicie zmienił moje życie. Początki były ciężkie. I faktycznie to specyficzna rasa. Trzeba się dotrzeć, zaufać, poczuć… Była to wielka próba dla mnie. Ja –  były  wojskowy, technik, realista, samiec alfa. Walka trwała cztery lata. Czy mogę być przywódcą stada? Czy zasługuję na to miano?… Zrozumiałem to, jak jego już nie było. Pustka. Ogromna pustka, której nie umiałem niczym wypełnić.  Teraz, jako dojrzały człowiek wiem, że był to mój jedyny Prawdziwy Przyjaciel. Zawsze ufał, zawsze wierzył w słuszność moich decyzji. W naszym życiu były czasy tłuste, ale były też chude. W biedzie nauczył mnie kultury obycia, chociaż czasem  żołądek przywierał do kręgosłupa… Jestem Mu bezgranicznie wdzięczny za wszystko. Za to, jakim człowiekiem jestem teraz. Naprawił mnie!.
Zastanawiacie się zapewne, jak odszedł mój Przyjaciel. Wróciliśmy właśnie ze wspólnej podróży czteroletniej po świecie.(Egipt 2 lata ,Tajlandia rok i Malezja rok), ponieważ dostałem informację od rodzeństwa że, ze zdrowiem rodziców nie jest najlepiej . Trzeba było wrócić.!

No i w moim kraju, kraju gdzie urodził sie mój pies ,ukąsił go szerszeń .W gardło. zapewne wiecie juz z autopsji ze ,Shiby nie lubią jak im coś lata przed nosem. No i stało sie… . Serce mi się ściska, że nie mogłem go uratować. Wielokrotnie zastanawiałem się, jaki cel miał Wszechświat, zabierając Go. Ale teraz wiem. I chcę to wszystkim oznajmić. Chcę, aby naszą historię i mojego Przyjaciela, poznał cały Świat . Wioząc go martwego z powrotem do Bełchatowa, do miejsca, gdzie się urodził, obiecałem Mu, że naszą historie i nasze życie usłyszy cały Świat.

Jeśli to własnie czytacie,oznacza że własnie zacząłem spełniać swoja obietnice swojemu Przyjacielowi….

Będzie mi również miło, jeśli odbędę tę podróż w intencji Waszych przyjaciół, których nie ma już obok Was, ale pozostali na zawsze w Waszej pamięci.

Bądźcie z nami.

 


Tomasz 

%d bloggers like this: